21 lipca 2025 roku, 44 dzień naszej podróży. Nadal jesteśmy na campingu Camping Valle Niza Playa. Choć to miejsce polubiliśmy, w powietrzu czuć było już lekkie przyspieszone bicie serca – ten moment, kiedy zaczyna się planować kolejny etap wyprawy. Ale zanim ruszyliśmy dalej, upłynęło jeszcze kilka dni.
Poniedziałek i wtorek – czas na zmianę trybu
Poniedziałek minął nam spokojnie, w całości pod znakiem pracy. Ot, zwykły dzień w pracy, z komputerem pod namiotem. We wtorek rano powiedzieliśmy sobie jednak: „dosyć, po południu kończymy tryb pracy i przełączamy się na tryb turysty”. I tak właśnie trafiliśmy do Grenady.










To miasto już znamy, od 2018 roku, byliśmy tu kilka razy i zawsze wracamy z ogromnym sentymentem. Grenada ma w sobie coś, co trudno opisać – ten mix historii, kultury, zapachów przypraw unoszących się z barów tapas i gwaru uliczek Albaicín. Tam właśnie się zgubiliśmy, krążąc po białych, wąskich zaułkach, ale to zagubienie było wyjątkowo przyjemne.
Miłym dodatkiem jest też to, że w Grenadzie mieszka nasza rodzinka. W czasie tej wizyty akurat byli w Polsce na urlopie, ale już nieraz mieliśmy okazję poznawać to miasto z perspektywy mieszkańca, a nie tylko turysty. To zupełnie inne doświadczenie, które sprawia, że inaczej odbieramy to miasto.
Na koniec – nasz rytuał: bar Bodegas Castañeda, do którego zawsze wracamy. Tradycyjna deska pełna hiszpańskich smaków i obowiązkowe gazpacho. Chłodne, orzeźwiające, pachnące oliwą i dojrzałymi pomidorami – klimat Andaluzji zamknięty w tapasach.





Środa i czwartek – wyjątkowy gość
Środa była szczególna. Do Malagi przyleciał nasz Syn! Postanowił wpaść na dwa dni, żeby złapać trochę słońca, którego tego lata w Polsce mocno brakowało. To był świetny czas – razem odkrywaliśmy Malagę, weszliśmy na zamek Gibralfaro, gdzie widok na całe miasto i port zapiera dech w piersiach, a potem nadrabialiśmy rozmowy przy dobrym jedzeniu. Dwa dni minęły w mgnieniu oka i trochę smutno było machać mu na lotnisku, ale tak to już jest – dzieci dorastają i mają swoje życie. My za to zostaliśmy z pięknymi wspomnieniami i wdzięcznością za ten wspólny czas.












Piątek – ruszamy dalej!
Po tygodniu w Maladze przyszedł moment, żeby ruszyć dalej. Kierunek: Gibraltar. Wybraliśmy camping SurEuropa w nadmorskiej miejscowości La Línea, kilka kilometrów od granicy. Trzymaliśmy kciuki, żeby były wolne miejsca – na miejscu okazało się, że camping był prawie pusty! Mogliśmy więc wybrać idealną parcelę i się nie zawiedliśmy.

To miejsce jest wyjątkowe jeszcze z innego powodu. Camping prowadzi stowarzyszenie Asansull, które od lat wspiera osoby z niepełnosprawnościami i ich rodziny, daje im pracę i szansę na codzienną aktywność. To sprawia, że nocując tutaj, człowiek ma poczucie, że wspiera coś naprawdę dobrego. Pełną recenzję SurEuropy znajdziecie w osobnym wpisie. Wieczór zakończyliśmy wcześnie – wiedzieliśmy, że sobota będzie intensywna.
Sobota – Setenil de las Bodegas i Ronda
Po śniadaniu ruszyliśmy w góry. Pierwszym przystankiem było Setenil de las Bodegas – miasteczko, o którym przypomniała mi moja psiapsi. I to był strzał w dziesiątkę! To miejsce wygląda jak z bajki – białe domki dosłownie wtulone w skały. W niektórych uliczkach dachy domów stanowią naturalne skalne nawisy. Spacerując tam, człowiek czuje lekki dreszczyk emocji – natura wisi nad głową, a jednocześnie wszystko wygląda absolutnie magicznie. Trzeba jednak pamiętać: to górska miejscowość, więc zwiedzanie wymaga dobrej kondycji i wygodnych butów.










Potem pojechaliśmy do Rondy – miasta, które od lat było na naszej liście „must see”. To tutaj stoi monumentalny most Puente Nuevo, zawieszony nad głębokim wąwozem, który łączy dwie części miasta. Widok z góry zapiera dech, ale my postanowiliśmy zobaczyć go też z dołu – wybraliśmy trochę ryzykowną trasę i absolutnie było warto.












Ronda słynie też z jednej z najstarszych aren do walki byków w Hiszpanii. To miejsce ma ogromne znaczenie w historii i kulturze Andaluzji, choć wiadomo, że same corridy budzą dziś wiele emocji. Spacerując po mieście, można jednak poczuć klimat dawnych czasów i zrozumieć, dlaczego Ronda nazywana jest sercem tej tradycji.







Na obiad wybraliśmy owoce morza i ryby w tempurze z frytkami. Do tego – jakżeby inaczej – moje ukochane gazpacho. Po krótkim spacerze i kawie wróciliśmy zmęczeni, ale szczęśliwi na camping.


Niedziela – zasłużony chill
Po tak intensywnym tygodniu, bardzo intensywnej sobocie niedziela była dniem lenistwa. Camping, kawa, książka, chwila wytchnienia. Bo w podróży też trzeba czasem po prostu nic nie robić.






Aktualizacja sprzętowa
Po przyjeździe na camping SurEuropa uświadomiliśmy sobie, że do pełni szczęścia brakuje nam czegoś, co od dawna podglądaliśmy w relacjach ludzi z naszej grupy „Pod Namiot”. Mowa o Quechua Arpenaz Fresh – tarpie, który okazał się strzałem w dziesiątkę.
Wiedzieliśmy, że w Polsce nie jest już dostępny, więc kiedy sprawdziliśmy i okazało się, że w najbliższym Decathlonie czeka ostatnia sztuka, nie zastanawialiśmy się ani chwili – od razu po niego ruszyliśmy.
I dobrze zrobiliśmy! Arpenaz Fresh jest dużo prostszy w montażu niż klasyczny tarp, a przy tym idealnie pasuje nad nasz namiot Dometic Reunion 4×4. To praktyczne, lekkie rozwiązanie daje dodatkowy cień i chroni przed nagrzewaniem – czyli dokładnie to, czego brakowało nam w hiszpańskim słońcu.
Zobaczcie sami, jak wyglądał nasz pierwszy montaż 🙂
I tak minął kolejny tydzień naszej podróży – pełen emocji, spotkań i nowych miejsc. SummerTrip2025 trwa dalej, a my już nie możemy się doczekać, co przyniesie kolejny etap.
Nasz namiotowy zestaw wyjazdowy
Po przekroczeniu granicy z Hiszpanią, gdzie temperatury w ciągu dnia sięgają nawet 40°C, a nocą rzadko spadają poniżej 25°C, podjęliśmy decyzję o zmianie naszego głównego namiotu. Z Rarotongi przesiadamy się na Dometic Reunion FTG Redux 4×4 – bo chociaż Rarotonga to namiot idealny na dłuższe postoje, teraz całe nasze życie toczy się głównie przed namiotem. A nocami system wentylacji w Reunionie naprawdę ratuje komfort snu w tych warunkach. Na ten moment to właśnie Reunion 4×4 stał się naszym domem.
Cały sprzęt pakujemy do lekkiej przyczepki Unitrailer, która mieści wszystko, co potrzebne do życia pod namiotem, m.in.:
lodówkę Dometic CFX2 57L z powerbankiem PLB15, Starlinka Gen2, krzesełka Dometic Compact Chair, kuchenkę Campingaz, łóżka i maty Coleman, toaletę turystyczną Campingaz oraz oświetlenie i akcesoria od Newell.
I jeszcze wiele, wiele innych rzeczy, które sprawiają, że podróż staje się domem.
Linki do najważniejszych sprzętów znajdziesz poniżej ⬇️